Dominikanie na Służewie

Trochę historii

Msza sw. prymicyjna 2004Zakon dominikanów został założony przez św. Dominika Guzmana i zatwierdzony przez papieża Honoriusza III w 1216 roku jako Zakon Braci Kaznodziejów. Najważniejszym zadaniem dominikanów jest zgłębianie prawd wiary przez nieustanne studium i modlitwę oraz przekazywanie ich słowem i własnym życiem. W ciągu wieków swego istnienia Zakon wydał rzeszę teologów i filozofów, kaznodziejów i misjonarzy, któzy na całym świecie na różne sposoby głosili Ewangelię. Wielu z nich zostało wyniesionych na ołtarze, wielu dało świadectwo wiary aż do przelania męczeńskiej krwi.

Wkład Zakonu w rozwój Kościoła widać z jednej strony w genialnym dziele myśli św. Tomasza z Akwinu, a z drugiej - w modlitwie różańcowej.

Do Zakonu należą także klasztory sióstr dominikanek kontemplacyjnych oraz zgromadzenia czynne. Siostry dominikanki ofiarowują Kościołowi swoją modlitwę oraz prace apostolskie, misyjne i charytatywne.

Do Polski dominikanie przybyli wkrótce po swoim powstaniu. Jeszcze za życia św. Dominika wstąpili w Rzymie do Zakonu pierwsi Polacy: św. Jacek Odrowąż, bł. Czesław oraz kilku innych. Po ich powrocie do ojczyzny w 1222 roku, w ciągu kilku lat powstały klasztory w najważniejszych miastach Polski, od Krakowa i Wrocławia po Gdańsk i Kamień Pomorski, a także klasztory w Czechach. Polscy dominikanie prowadzili także misje w Prusach, na Litwie i na Rusi. Aż do rozbiorów byli jedną z największych rodzin zakonnych w Polsce. Po odzyskaniu niepodległości, zaczęli podnosić się z upadku spowodowanego okresem rozbiorów i kasatą przez zaborców. W tym odrodzeniu wielki udział miał o. Jacek Woroniecki, wybitny teolog, rektor KUL-u, człowiek niezwykłej kultury osobistej, który wywarł ogromny wpływ na chrześcijańską formację duchowieństwa i inteligencji polskiej.

On także zainicjował budowę naszego klasztoru na Służewie z myślą o umieszczeniu w nim domu studiów dla dominikanów z krajów słowiańskich. Ta jego wizja realizuje się obecnie dzięki istniejącej przy tutejszym klasztorze od 1993 roku filii naszego Kolegium Filozoficzno-Teologicznego, które przygotowuje do pracy w Kościele młodych dominikanów nie tylko z Polski, ale również ze Wschodu i Północy Europy.

Projekt klasztoru z 1936 rokuProjekt z roku 1936

Od 40 lat jest tu obecny Instytut Tomistyczny prowadzący studia nad myślą teologiczną i filozoficzną związaną z dziełem wielkiego dominikanina św. Tomasza z Akwinu.

Do służewskiego klasztoru należał także bł. Michał Czartoryski, który zginął w Powstaniu Warszawskim, towarzysząc do końca rannym powstańcom. Papież Jan Paweł II beatyfikował go 13 VI 1999 r. wraz z 107 męczennikami drugiej wojny światowej.

Dominikanie znani są z otwartości wobec świata. Wielu z nich wykłada na uniwersytetach i prowadzi badania naukowe. Innym ważnym zadaniem Dominikanów jest praca duszpasterska wśród dzieci, młodzieży szkół średnich i studentów.

Parafia na Służewie obejmuje swą opieką blisko 22 tysiące mieszkańców. Przy klasztorze działają liczne duszpasterstwa, koła zainteresowań i grupy dyskusyjne. Klasztor prowadzi także poradnię psychologiczną dla rodzin z problemami, dofinansowuje codzienne obiady w szkole dla dzieci z ubogich rodzin, oraz zapewnia im wsparcie finansowe w czasie wakacyjnych wyjazdów.



Zdjęcia z budowy klasztoru, rok 1936

thumbnail thumbnail thumbnail
thumbnail thumbnail thumbnail
thumbnail thumbnail thumbnail
thumbnail thumbnail thumbnail
thumbnail thumbnail thumbnail
thumbnail thumbnail thumbnail


[Początek strony]

Powstanie parafii

O. Adam Studziński

pierwszy proboszcz na Służewie

Ojciec Adam przyszedł na Służew w czasach, kiedy dominikański klasztor zagrożony był w swoim istnieniu. Ratował go Kardynał Stefan Wyszyński. Ksiądz Prymas powiedział, że jeśli władze zechcą wyrzucić dominikanów on będzie w klasztorze nocował. Dla uratowania klasztoru ustanowił również parafię. Był to argument wobec władz państwowych, że obecność dominikanów na Służewie jest konieczna.

O. Adam Studzinski OP

O. Adam StudzinskiOjciec Adam - jako pierwszy proboszcz służewskiej parafii - wspomina: Nowo powstała parafia św. Dominika liczyła ok. 1400 osób. Leżała ona (1952-1958) na skraju Warszawy, na Służewie, który w tym czasie jeszcze był wsią. Zaplanowano zabrać nam ogród. Chodziło o teren na prawo od kaplicy. Pojawiły się osoby wojskowe, które w dawnej skarpie Wisły rozpoczęły wykopy pod jakieś schrony. Nie było wątpliwości, że teren ten zostanie zabrany. Wtedy życzliwe osoby podpowiedziały, by podejść do odpowiedzialnego za wykonywane prace majora i porozmawiać. Byłem u niego dwa razy. Przyznawałem się do wojska, do tego, że byłem podany (na pierwszym miejscu z dywizji) do awansu na "majora frontowego". Załatwiłem sprawę bardzo szybko. Posłużyłem się bowiem "rzeczowym" argumentem. Takie załatwianie cieszyło się wówczas wyjątkową skutecznością. Udało mi się uratować plac klasztorny. Major powiedział, że jest mu obojętne, gdzie będzie kopał. "Mogę pójść nawet za 'Katarzynę', tam też jest wał i tam również mogę prowadzić wykopy"...

Wspomnienie ze służby

Pracę na terenie nowego ośrodka duszpasterskiego postanowiłem zacząć od złożenia wizyty w każdym domu. Dało mi to bardzo wiele. Poznałem parafian. Nie była to kolęda, dlatego wszyscy, również partyjni i oficerowie UB, chętnie przyjmowali mnie. Byli bowiem ciekawi jak ten proboszcz wygląda.

Przed czolgiemO pracy i organizacji duszpasterstwa przez ojca Adama wiele wiedzą mieszkańcy ulicy Wilanowskiej. Oni również, zwłaszcza w czasie kolędy, chętnie wracają do swojego dzieciństwa i lat młodzieńczych. Pamiętają świętego Mikołaja, Jasełka i Mękę Pańską. Aktorami była młodzież gimnazjalna... Jasełka zaczynały się czytaniem tekstów Ewangelii na tle chińskich cieni w miejscu kurtyny i odpowiedniej muzyki - dodaje ojciec Adam. Dla młodzieży, bardziej udzielającej się, organizowałem jednodniowe wycieczki poza Warszawę... Dla ministrantów urządzałem wyjazdy na jeziora mazurskie, gdzie była do dyspozycji większa łódź i kajak do pływania po jeziorze.

Głęboko w pamięci utkwiła Ojcu Adamowi rozmowa z dziećmi, które przystąpiły do Pierwszej Komunii świętej: Córeczka szewca wyznała, że po powrocie z kościoła miała na śniadanie kartoflankę. Żal mi się jej zrobiło. Następnego roku urządziłem wspólne śniadanie i cieszyłem się, gdy wszystkie dzieci - i te z biednych i te z bogatych domów - zajadały z największym apetytem kanapki z szynką i ciastka.

Wprowadzając w szczegóły swojej pracy, pierwszy proboszcz na Służewie, opowiedział o rodzinie, w której tato nie chciał słyszeć o tym, by jego córki zostały ochrzczone i przystąpiły do Pierwszej Komunii świętej. Córka sama poszła w tej sprawie do ojca. Matka jednak podglądała, jak to ona zrobi. Po wejściu do pokoju rzuciła się ojcu na szyję i powiedziała; tatusiu pozwól mi się ochrzcić, bo nie mogę dać sobie rady bez Boga. Ojciec coś mruknął, ale powiedział - to się ochrzcij. (...)

Księgi parafialne nosiłem pod pachą. Niektóre chrzty czy śluby, ze względu na dochowanie tajemnicy, odnotowywane były w kurii biskupiej. Jestem dumny ze służewskiej parafii. Nikt na mnie nie donosił. Osoby partyjne i pracownicy UB przestrzegały mnie i podpowiadały, jak trzeba rozwiązywać problemy, które w tym bardzo trudnym czasie pojawiały się dość często. Gdy odchodziłem z Warszawy, ludzie chcieli interweniować u ojca prowincjała, abym pozostał w Warszawie. Ale nakazałem im, aby tego nie robili.

Z ojcem Adamem Franciszkiem Studzińskim - Dominikaninem - Kapelanem Pułku 4 Pancernego "Skorpion" spod Monte Cassino rozmawiał o. Stanisław Gołąb OP


[Początek strony]

Zobacz także