Informacje ogólne | Kontakt | Terminy spotkań | Relacja ze spotkań



Wspólnota osób chorych i niepełnosprawnych
bł. o. Michała Czartoryskiego

Rok 2013/2014


Wrzesień 2013 | Październik 2013 | Listopad 2013
Grudzień 2013 | Styczeń 2014 | Luty 2014
Marzec 2014 | Kwiecień 2014 | Maj 2014 | Czerwiec 2014


Czerwiec 2014


Fotogalerie:
» wizyta w Muzeum Powstania Warszawskiego - czerwiec 2014
» spotkanie w czerwcu 2014
» otwarcie wystawy poświęconej bł. Michałowi Czartoryskiemu: część pierwsza, część druga

Spotkanie w czerwcu"Żadna cnota nie jest moją własnością, nawet wiara i nadzieja, bo dla miłości Bożej mam je też oddać (jedynie przez śmierć), bo do nieba i wieczności ich nie zabiorę: JEDYNIE MIŁOŚĆ TRWA NA WIEKI. Dlatego też zrzekam się i pozbywam wszystkiego dobrowolnie, z wyjątkiem jedynym miłości Bożej.
Cel życia zakonnego. Czy stoi on mi przed oczyma? Czy wiem, do czego dążę? Celem tym jest zupełne oddanie się na służbę Bogu. Zupełne, całkowite, bezapelacyjne, począwszy od codziennych najdrobniejszych obowiązków rozumianych przez najczulsze sumienie, poprzez strapienia, bóle, krzyże, oschłości - aż do męczeństwa. To zupełne oddanie się Bogu na służbę - oznacza jeden wyraz: miłość... ona wszystko może".

Te słowa można przeczytać w Zapiskach duchowych błogosławionego ojca Michała Czartoryskiego, dominikanina, który całkowicie oddał się na służbę Bogu.


W tym roku przypada 70. rocznica jego męczeńskiej śmierci i 15. rocznica beatyfikacji. Z tej okazji podczas sobotniego spotkania (14 czerwca 2014 r.) odwiedził nas ojciec Dariusz Kantypowicz OP i opowiedział o swoim współbracie, a naszym Patronie. Ojciec Dariusz opowiadał o znamienitym rodzie Czartoryskich, o rodzicach Jana (takie imię otrzymał na chrzcie ojciec Michał), o czasach jego dzieciństwa, młodości, działalności społecznej, aż po życie zakonne i śmierć męczeńską w Powstaniu Warszawskim. Pokazywał archiwalne dokumenty - na starych fotografiach rozpoznawaliśmy małego Jasia, potem młodego Jana z wąsami w żołnierskim mundurze i wśród swoich braci. Nasz Prelegent mówił również o mniej znanych faktach z życia Błogosławionego: o tym, że po przebytej w dzieciństwie szkarlatynie miał zły słuch, że dobrze jeździł konno, że miał prawo jazdy i że był "złotą rączką" - wszystko umiał naprawić. Ojciec Dariusz swoim opowiadaniem przybliżył nam jeszcze bardziej postać naszego Patrona, spowodował, że ojciec Michał stał się dla nas bliską sercu osobą.

Dla tych, którzy nie znają jeszcze postaci ojca Michała Czartoryskiego, poniżej zamieszczamy jego krótki życiorys:

O. Michał Czartoryski urodził się 19 lutego 1897 r. w Pełkiniach koło Jarosławia, jako syn Witolda i Jadwigi z Dzieduszyckich. Na chrzcie nadano mu imiona Jan Franciszek. Z domu wyniósł wiarę, szacunek dla pracy i wielką pasję społecznego działania. Pierwsze nauki pobierał w domu, a po zdaniu matury wstąpił na Politechnikę Lwowską i uzyskał tytuł inżyniera architekta. W czasie studiów był jednym z założycieli Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Akademickiej "Odrodzenie". Brał udział w obronie Lwowa, odznaczony za męstwo Krzyżem Walecznych.
W 1927 r. wstąpił do dominikanów i otrzymał imię zakonne Michał. Śluby zakonne złożył 25 września 1928 r., a święcenia kapłańskie przyjął 20 grudnia 1931 r. w bazylice Matki Bożej Bolesnej w Jarosławiu. W Zakonie pełnił m.in. funkcję wychowawcy braci nowicjuszy i studentów, najpierw w Krakowie, potem w Warszawie. Jako architekt współdziałał w budowie klasztoru dominikańskiego w Warszawie na Służewie (1937-1939). Prowadził ożywioną działalność duszpasterską w kręgach polskiej inteligencji. Odznaczał się wielkim poczuciem odpowiedzialności, duchem modlitwy, pokorą i ukochaniem Zakonu.
1 sierpnia 1944 r. wyszedł z klasztoru na Służewie, by odwiedzić okulistę. Wybuch Powstania Warszawskiego zastał go na Powiślu. Zaraz następnego dnia zgłosił się do dowództwa Zgrupowania AK "Konrad", które powierzyło mu funkcję kapelana oddziału. Obowiązki swe pełnił z niezwykłym poświęceniem. Dnia 6 września 1944 r., po upadku Powstania na Powiślu, nie wycofał się z oddziałami powstańczymi i nie skorzystał - jak mu radzono - z możliwości ukrycia się przed Niemcami w stroju sanitariusza. Pozostał w szpitalu polowym z grupą ciężko rannych powstańców i cywilów. Uważał, że chorych nie można opuścić. Kiedy Niemcy zajęli szpital, odnosili się do kapelana i rannych z wrogością, dając niedwuznacznie do zrozumienia, jaki czeka ich los. Ojciec Michał nie zwracał na to uwagi i spokojnie się modlił. Jego spokój udzielił się rannym. Pół godziny po ewakuacji obsługi szpitala hitlerowcy zamordowali pozostałych tam rannych oraz o. Michała, a ciała ofiar spalili na pobliskiej barykadzie w pobliżu skrzyżowania ulic Tamka i Smulikowskiego.
Święty Jan Paweł II w dniu 13 czerwca 1999 r. w Warszawie beatyfikował bohaterskiego zakonnika w grupie 108 męczenników II wojny światowej.

Bogate informacje dotyczące rodziny bł. o. Michała Czartoryskiego oraz kolejnych etapów jego życia zakończonego męczeńską śmiercią, a także dane dotyczące procesu beatyfikacyjnego znajdują się na stronie www.czartoryski.dominikanie.pl

Natomiast przed kościołem św. Dominika na Służewie do końca lipca 2014 r. można obejrzeć przygotowaną przez ojca Dariusza Kantypowicza OP wystawę Michał Czartoryski, błogosławiony dominikanin.

Wszechmogący, wieczny Boże,
Ty dałeś błogosławionemu Michałowi
udział w męce Chrystusa,
wspomóż swoją łaską naszą słabość,
abyśmy naśladując męczenników,
którzy nie wahali się umrzeć za Ciebie,
wyznawali Cię naszym życiem.
Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.


Maj 2014


Fotogalerie:
» Jarmark św. Dominika - 25 maja 2014 r.
» spotkanie w maju 2014

Spotkanie w maju

Podczas naszego majowego spotkania (10 maja 2014 r.), w trakcie Mszy świętej za wstawiennictwem Matki Bożej Łaskawej, patronki Warszawy, modliliśmy się, abyśmy z miłością umieli trwać przy Panie Jezusie.
Każdy z nas ma trudne doświadczenia, każdy z nas niesie cierpienie mniej lub bardziej widoczne, niesie swój krzyż - tłumaczył nam ojciec Witold. Pukamy do Pana Boga, prosimy o uzdrowienia, ale nie słyszymy odpowiedzi. Karmimy się sakramentami, ale zdarza się, że nie odczuwamy tego efektów. Czasem możemy być przez to zniechęceni. Jednak "Panie - do kogóż pójdziemy?" Nie zniechęcajmy się, ufajmy, trwajmy przy Tym, który nas zaprasza do swojego Królestwa, który nas kocha takimi, jakimi jesteśmy, który jest Miłością.


Natomiast w ramach "czegoś ciekawego" dzięki paniom Elżbiecie Sokołowskiej i Wioletcie Święcińskiej z Fundacji Akcja-Animacja zapoznaliśmy się z życiem i twórczością Władysława Starewicza - twórcy pierwszych filmów animowanych, tzw. polskiego Disney'a.
Władysław Starewicz urodził się w Moskwie, a pochodził z polskiej, szlacheckiej rodziny. Wychowywał się w Kownie, gdzie zaczął swoje pierwsze eksperymenty z filmem animowanym. Po wybuchu Rewolucji Październikowej z żoną i dwiema córkami wyemigrował do Francji, gdzie pod Paryżem z całą rodziną stworzył studio filmów animowanych. Jego prace znane były w całej Europie, a nawet w Chinach i Ameryce.
To wielka, ale jednak dziś zapomniana postać polskiej kultury.

Nasze majowe spotkanie odbyło się niecałe dwa tygodnie po pamiętnym dniu 27 kwietnia, kiedy to papież Franciszek na Placu Świętego Piotra w Rzymie kanonizował dwóch papieży - Jana XXIII i Jana Pawła II.


Kwiecień 2014


Fotogalerie:
» spotkanie w kwietniu 2014

Spotkanie w kwietniu
Kwietniowe spotkanie osób chorych i niepełnosprawnych (12 kwietnia 2014 r.) rozpoczęliśmy Drogą Krzyżową odprawioną przez ojca Witolda w auli ojca Jacka Woronieckiego. Poszczególne stacje Męki Pańskiej wyświetlaliśmy na ekranie, a krzyż "poniosło" czternastu z naszych wózkowiczów.

Rozważaniom towarzyszyły słowa Jana Pawła II, który mówił: "Wokół was rozbrzmiewa wiele słów, ale tylko Chrystus ma słowa, które nie ulegają wytarciu z biegiem czasu, ale pozostają na wieki" (Stacja I - Jezus skazany na śmierć). W tej krótkiej notatce nie sposób przytoczyć wszystkich myśli naszej Drogi, ale zacytujmy chociaż dwa fragmenty:


Umierający na krzyżu Jezu, bądź obok, kiedy nie rozumiem znaków czasu, ciemności kryjących ziemię i pękających skał - bądź blisko, kiedy nie wiem, dlaczego cierpienie i śmierć poprzedza zmartwychwstanie. Niech wówczas usłyszę słowa Jana Pawła II, który zrozumiał wiele, a może nawet zrozumiał wszystko i powiedział: "Miłość mi wszystko wyjaśniła" (Stacja XII - Jezus umiera na krzyżu).

Panie, który śmierć uczyniłeś przejściem i bramą, a nie beznadziejnym końcem, nie pozwól nam zapomnieć, że przez lata widzieliśmy człowieka głoszącego Ewangelię na dachach, że byliśmy świadkami, jak narody zgromadził przy swojej trumnie, jak wiatr zamknął na niej karty Pisma, a lud wołał "Santo subito!", i to wołanie spełniło się na naszych oczach. I tak koniec stał się początkiem (Stacja XIV - Jezus złożony do grobu).

Po nabożeństwie Drogi Krzyżowej, Komunii świętej i błogosławieństwie relikwiami bł. Jana Pawła II wysłuchaliśmy prelekcji pana Jerzego Gutowskiego, wieloletniego pracownika Zamku Królewskiego. Nasz gość opowiadał o zwyczajach panujących przed wiekami na dworze królewskim podczas Triduum Paschalnego, gdzie przez trzy dni do Wielkiej Nocy obowiązywała zarządzona przez Marszałka żałoba. Panie ubrane były w ciemne suknie, nie mogły nosić koronek, panowie natomiast nosili ubrania czarne lub fioletowe. Z żałoby byli zwolnieni jedynie oficerowie.
Pan Gutowski ciekawie opowiedział także o tradycjach Wielkiego Czwartku - król udawał się wtedy o 7 rano na nabożeństwo do pobliskiej fary św. Jana (dzień wcześniej spowiadał się u swojego spowiednika) i przyjmował Komunię z innymi kapłanami, jako że Wielki Czwartek to dzień kapłański. Po Mszy świętej wracał ze swoim dworem do zamku, do kaplicy, gdzie czekał na niego biskup i dwunastu starców, lub - jak źródła podają - dziadów, mężczyzn powyżej 70-ciu lat. Przygotowanie starców trwało kilkanaście dni. Szyto im buty, sukmany, woreczki na jałmużnę. Ze starcami przybywał na zamek najstarszy kapłan z Warszawy. W kaplicy ustawiona była ława, na której siedzieli starcy i następowała uroczystość umywania nóg starcom przez króla, bo to król jest pomazańcem Bożym. Ksiądz kanonik szedł z misą i polewał wodą z dzbana, a król nakładał serwetę do obsuszenia nóg. Po tym obrzędzie przechodzono do pobliskiej sali, gdzie tylko król zasiadał do stołu ze starcami, częstował ich jedzeniem i każdemu dawał woreczek z jednym złotym dukatem. Ten pieniądz wystarczał na dobre utrzymanie przez miesiąc. Wokół stołu zgromadzony był dwór królewski i urządzano kwestę na warszawskie szpitale. Po posiłku starców wyprowadzał z zamku najstarszy kapłan, a w koszyczkach mogli wynieść resztki jedzenia z królewskiego stołu.

Po prelekcji i my zasiedliśmy do naszego stołu, aby porozmawiać przy kawie, herbatce i ciasteczkach.


Marzec 2014


Fotogalerie:
» spotkanie w marcu 2014

Spotkanie w marcuOd września 2013 r. do lutego 2014 r. w Muzeum Narodowym można było obejrzeć wystawę prezentującą twórczość Guercina - jednego z najsłynniejszych malarzy epoki włoskiego baroku. Dzięki czemu obrazy znanego artysty z XVII wieku można było oglądać w Warszawie? Przyczyniło się do tego trzęsienie ziemi, które kilka lat temu nawiedziło Cento, rodzinne miasto malarza. W trakcie tego trzęsienia ucierpiały budynki Pinakoteki - galerii obrazów Guercina. Na szczęście obrazy nie zostały uszkodzone i historycy sztuki zadecydowali, że do czasu zakończenia remontu malarstwo Guercina będzie podróżować po różnych światowych galeriach. Pierwszym miastem, do którego przyjechały obrazy, była właśnie Warszawa.
Wprawdzie wystawa w Muzeum Narodowym już się zakończyła, ale dzięki uprzejmości Dyrekcji Muzeum Narodowego w sobotę 8 marca na nasze spotkanie przybył pan Przemysław Głowacki, edukator Muzeum i historyk sztuki, który prezentował obrazy Guercina w postaci przeźroczy i opowiadał o tym ciekawym malarzu.

Guercino (jest to jego przydomek, który oznacza "zezowaty") pochodził z prostej, wieśniaczej rodziny. Musiał jednak od dziecka wykazywać się niezwykłym talentem, opowiadał pan Głowacki, bo już w wieku 17 lat stał się dobrym artystą, a dwa lata później, po śmierci swojego nauczyciela, przejął jego pracownię i zyskał tytuł mistrza. Malował głównie obrazy o tematyce religijnej, które trafiały na ołtarze kościołów. Jego ulubionym świętym był św. Karol Boromeusz. Malował również przyjemne pejzaże, malowidła na ścianach domów i rezydencji. Jednak w młodości jego talent rozpoznawany był tylko lokalnie. O wielkiej sławie Guercina zadecydowała znajomość malarza z arcybiskupem pobliskiej Bolonii, który w 1621 roku został papieżem. Kiedy wstąpił na tron Piotrowy jako Grzegorz XV, zaprosił Guercina do Rzymu. Pod opieką papieża artysta otrzymywał wspaniałe zlecenia od kardynałów i wyższego rangą duchowieństwa.
Guercino znany jest również jako świetny rysownik. Posługiwał się kredką, węglem, atramentem, ołówkiem. Królowa angielska w swoich zbiorach posiada aż 800 rysunków tego twórcy.
Nasz gość prezentował nam wiele prac tego płodnego, interesującego malarza. W większości pochodziły one z Pinakoteki z Cento, ale i w Polsce znajduje się kilka obrazów Guercina.
Natomiast jednym z najciekawszych dzieł Guercina prezentowanych na wystawie i podczas naszej prelekcji był obraz "Pasterze arkadyjscy", wypożyczony ze sławnej rzymskiej Galerii Barberini. Jest to obraz-zagadka. Przedstawia dwóch pasterzy, którzy w ogrodzie wiecznej szczęśliwości odnajdują czaszkę. Ale co robi czaszka, symbol śmierci i przemijania w Arkadii - zastanawiał się nasz prelegent. Może odpowiedzią na to pytanie jest pojawiająca się koło czaszki gąsienica. Gąsienica, która zamienia się w motyla i przypomina, że poprzez śmierć rodzi się nowe życie, tak jak poprzez śmierć Chrystusa następuje zbawienie.
Podczas pobytu w Rzymie Guercino zdobył wielką sławę. Jednak po dwóch latach papież Grzegorz XV zmarł i malarz wrócił wtedy do rodzinnej miejscowości. O wielkiej sławie, ale i o skromności Guercina świadczyć może fakt, że nie przyjął zaproszeń od króla Anglii i królowej Francji. Natomiast do małego Cento na spotkanie z malarzem przybywały tak wielkie osobistości, jak Diego Velazquez i królowa Szwecji Krystyna.

Wykład pana Przemysława Głowackiego zakończył się gromkimi brawami, a potem w czasie agapy wszyscy rozmawiali o tej interesującej prelekcji.


Luty 2014


Fotogalerie:
» spotkanie w lutym 2014

Spotkanie w lutym




W niedzielę, 9 lutego 2014 roku, obchodziliśmy XXII Światowy Dzień Chorych. Jednocześnie był to nasz mały jubileusz, bo właśnie 14 lutego mija 5 lat, od kiedy się spotykamy. Bardzo cieszymy się z tych spotkań i dziękujemy dobremu Bogu za to, że możemy być razem.






Modlitwa chorego

Panie Jezu, Ty przyszedłeś do chorych i grzeszników.
Oto zwracam się do Ciebie i pragnę prosić o uzdrowienie mojej duszy i mojego ciała.
Jezu, spojrzyj z miłością na moje cierpienie i okaż mi miłosierdzie.
Spraw, bym doznał potęgi Twojej dobroci i w zdrowiu mógł wrócić do normalnego życia.
Póki jednak choruję, wzmocnij we mnie głęboką ufność wobec Twych ojcowskich zamierzeń
i pomóż mi poddać się Twojej woli.

Maryjo, proszę Cię, aby Twoja wiara wsparła moją modlitwę.
Módl się teraz ze mną, abym stał się godny zasłużenia na łaski
dla tych wszystkich, którzy są słabi i chorzy i dla mnie samego.
Maryjo, Uzdrowienie chorych, weź mnie w matczyną swą opiekę.
Amen.


Styczeń 2014


Fotogalerie:
» spotkanie w styczniu 2014

Spotkanie w styczniu
Pierwsze nasze spotkanie w nowym roku (11 stycznia 2014 r.) przebiegło wyjątkowo radośnie i uroczyście. Świętowaliśmy imieniny i urodziny wielu solenizantów i jubilatów, ale głównymi bohaterami tego dnia byli Stasia i Julian, którzy niedawno obchodzili jubileusz 25-lecia ślubu, a podczas "naszej" Mszy św. odnowili przyrzeczenia małżeńskie.
Natomiast po Mszy św. wysłuchaliśmy ciekawego koncertu zespołu "Trzy czwarte", który przybył specjalnie do nas aż z Ełku. Artyści, przy akompaniamencie skrzypiec, kontrabasu i cymbałów wileńskich, wykonali dla nas kolędy, pastorałki i utwory ludowe inspirowane muzyką wileńską. Podobno w samym Wilnie kultura ludowa już zamarła, ale właśnie w Ełku można jeszcze spotkać twórców ludowych z litewskich regionów.
Wszystko złożyło się pięknie, i wspólne świętowanie, i oryginalny koncert, chociaż jeszcze dwa dni wcześniej nic tego nie zapowiadało. Widocznie czuwał nad nami bł. Michał Czartoryski, który przecież od kilku miesięcy jest naszym patronem.


Modlitwa do bł. Michała Czartoryskiego

Wszechmogący, wieczny Boże,
Ty dałeś błogosławionemu Michałowi
siłę do wiernego służenia Tobie
na drodze życia zakonnego
i obdarzyłeś go pragnieniem zjednoczenia się z Tobą.
Miłość do Ciebie udowodnił miłością do bliźnich,
trwając przy nich mimo zagrożenia własnego życia.
Za wstawiennictwem tego Błogosławionego
dopomagaj nam, Ojcze Niebieski,
gorliwie wykonywać nasze obowiązki.
Niech to, co robimy, służy nam,
uwzględnia potrzeby naszych bliźnich
i prowadzi do zbawienia wiecznego.
Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.


Grudzień 2013


Fotogalerie:
» spotkanie w grudniu 2013

Spotkanie w grudniu
Nasze grudniowe spotkanie (14 grudnia 2013 r.) przypadło już w połowie Adwentu i właśnie do tego świętego czasu oczekiwania nawiązał ojciec Stanisław Górski w kazaniu podczas Mszy św. Mówił, że często żyjemy w bałaganie tak długo, dopóki nie spodziewamy się kogoś, kogo kochamy i dla niego sprzątamy wokół siebie. Dzieje się tak, bo to dopiero miłość porządkuje serce człowieka. Streszczeniem Adwentu jest modlitwa Anioł Pański. Każdy z nas ma swoje Zwiastowanie, tłumaczył kaznodzieja. Jeśli na zawołanie Boże w czasie Adwentu odpowiemy "Tak, Panie", Jezus może zrodzić się w naszym sercu, może je uporządkować.


Natomiast ojciec Witold skierował do nas kilka zdań "mini-rekolekcji". Nawiązując do czytania, w którym Pan Jezus powołuje diakonów do pomocy Apostołom, mówił o bardzo ważnej potrzebie współpracy. Przytaczając z kolei słowa Pana z Ewangelii św. Jana "To Ja jestem, nie bójcie się!" życzył nam, aby słowa te towarzyszyły nam przez całe nasze życie.

Po skończonej Eucharystii, dzięki opowieściom ojca Proboszcza o odbytej niedawno pielgrzymce, "zwiedziliśmy" Ziemię Świętą. Byliśmy m.in. w Grocie Mlecznej w Betlejem, nad rzeką Jordan, w Hebronie, gdzie znajdują się groby Abrahama i Sary. Pływaliśmy też po Jeziorze Genezaret - jedynej, jak wspominał ojciec Witold, zachowanej "relikwii" sprzed dwóch tysięcy lat. Bo przecież po wodach tego jeziora Pan Jezus chodził i pływał. Naszą podróż zakończyliśmy modlitwą Siostry Miriam - Małej Arabki, Palestynki, która oddała całe swoje życie na służbę Panu Bogu:

Duchu Święty, natchnij mnie!
Miłości Boża, pochłoń mnie!
Na właściwą drogę zaprowadź mnie!
Maryjo, Matko, spojrzyj na mnie!
Z Jezusem błogosław mi!
Od wszelkiego złego, od wszystkich złudzeń, niebezpieczeństw
Zachowaj mnie. Amen.


Listopad 2013


Fotogalerie:
» spotkanie w listopadzie 2013

W sobotę, 9 listopada, na dwa dni przed rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości, na spotkaniu osób chorych i niepełnosprawnych słuchaliśmy Profesora Macieja Bossaka. Nasz gość opowiadał o walkach niepodległościowych Polaków, a konkretnie o roli Politechniki Warszawskiej w czasie okupacji i Powstania Warszawskiego.

Spotkanie w listopadziePolitechnika była jednym z większych ośrodków, w których organizowało się państwo podziemne. Istniały tam już struktury organizacyjne, laboratoria, warsztaty i - co najważniejsze - istniała wykształcona kadra: pracownicy, absolwenci, studenci. W tajnym nauczaniu odtworzono większość wydziałów Politechniki. Kształciło się na nich około 3 tys. studentów, z czego 190 osób uzyskało dyplom ukończenia szkoły wyższej, 20 – doktorat, a 14 osób – habilitację.
Polska, opowiadał nasz gość, była jedynym krajem spośród okupowanych w czasie II wojny światowej, w którym stworzono własny tajny przemysł zbrojeniowy. Tajna produkcja odbywała się głównie na terenie Mazowsza. Brało w niej udział od 3 do 5 tys. osób - wśród nich było wielu pracowników Politechniki. To również profesorowie Politechniki Warszawskiej: Janusz Groszkowski, elektronik, i Józef Zawadzki, chemik (ojciec "Zośki" - bohatera Szarych Szeregów) rozszyfrowali przechwycony przez Armię Krajową system sterowania latających bomb V1 i rakiet V2, co umożliwiło prowadzenie skutecznej obrony przed atakami V1 na Londyn.
Na terenie Politechniki wytwarzano aparaty i środki łączności, które wykorzystywano do wywiadu gospodarczego. Pracownicy i studenci Wydziału Architektury w mistrzowski sposób podrabiali dokumenty niemieckie, z których korzystali wywiadowcy polskiego podziemia. Wśród nich był Kazimierz Leski, pseudonim Bradl, inżynier mechanik, który przed wojną brał udział w projektowaniu polskich okrętów podwodnych, a w czasie okupacji na podrobionych dokumentach w randze niemieckiego generała jeździł z tajnymi misjami po Europie.
W pierwszych dniach Powstania Politechnika stanowiła rodzaj bastionu, hamulca dla Niemców. Natomiast Gmach Architektury był enklawą: tam mieściło się dowództwo, tam również kapelan Powstania, ksiądz Mielecki, udzielał ślubów i odprawiał Msze święte. Tam istniała stołówka, śpiewał Mieczysław Fogg i występowała Mira Zimińska.
Pan prof. Bossak zakończył swój wykład na dacie 19 sierpnia, kiedy to Niemcy przypuścili totalny szturm na Politechnikę. Niecały miesiąc później, 6 września, na Powiślu ginie ojciec Michał Czartoryski - nasz patron. Nie opuścił rannych chłopców w powstańczym szpitalu. A może wśród nich był jakiś student Politechniki Warszawskiej?


Październik 2013


Fotogalerie:
» spotkanie w październiku 2013

Spotkanie w październiku
W sobotę, 5 października, spotkanie Wspólnoty osób chorych i niepełnosprawnych im. bł. Michała Czartoryskiego rozpoczęło się wyjątkowo w kościele. W nastrój skupienia i modlitwy wprowadził nas piękny, półgodzinny koncert jednej, wyjątkowej pieśni w różnych aranżacjach - Ave Maria, czyli Zdrowaś Maryjo. Utworów tych słuchaliśmy w wykonaniu pani Ingi Pilchowskiej (sopran), pani Eweliny Sielskiej-Badurek (mezzosopran) i pana Pawła Moszkowicza (organy).
Po części artystycznej przyszedł czas, jak to określił ojciec Witold, na "nasze" Zdrowaś Maryjo, powtarzane w różańcu świętym. Tajemnicami chwalebnymi, w obecności Najświętszego Sakramentu, powierzaliśmy Panu Bogu osoby chore, osoby niepełnosprawne i wszystkie dla nas ważne sprawy.
Poprzez naszą modlitwę uczestniczyliśmy w obchodach kolejnego już Dnia Modlitwy Różańcowej w kościele św. Dominika na Służewie.


Wrzesień 2013


Fotogalerie:
» spotkanie we wrześniu 2013

Spotkanie w czerwcu

W sobotę, 14 września 2013 roku, odbyło się pierwsze po wakacjach spotkanie osób chorych i niepełnosprawnych. Było to również nasze pierwsze spotkanie jako Wspólnoty osób chorych i niepełnosprawnych imienia błogosławionego Michała Czartoryskiego. Mamy już swojego patrona i cieszymy się z tego bardzo. Żywimy nadzieję, że i ojciec Michał raduje się, że dostał do opieki naszą gromadkę.

Nasze kolejne spotkanie odbędzie się wyjątkowo w pierwszą sobotę miesiąca – 5 października o godz. 14.30. Będzie ono połączone z obchodami Warszawskiego Dnia Modlitwy Różańcowej – zapraszamy serdecznie!



[Początek strony]